Rozdział 51. Upadek

QuidditchPitch_PM_B1C11M2_QuidditchMatchGryffindorVsSlytherin_Moment

Kochani! 

Jestem! Wróciłam! I co ja mam Wam teraz napisać?

Przepraszam?

PRZE-PRA-SZAM!

Wstyd mi! 

Mam nadzieję jednak, że mi wybaczycie i dacie się przekonać do przeczytania kolejnego rozdziału. 

Betowała niezastąpiona Yeallem – dziękuję!

Dni zlewały mi się w jedną, wielką i rozmazaną plamę. Wnętrzności miałam poskręcane. Nie mogłam jeść. Wszystko to, co trafiło do żołądka kilka minut później lądowało w toalecie. Wiem, że powinnam odetchnąć z ulgą i, że właśnie tego ode mnie najbardziej oczekiwano, ale jakże bym mogła? Pokochałam Sloana. I chociażby wszyscy wokół mieli mnie za to zlinczować, nie bałam się mówić głośno, że on nas też kochał. Widziałam to. I nie wmówią mi, że było inaczej.

Początki były ciężkie. Ciągle ktoś przychodził. Ciągle ktoś kręcił się obok pilnując mnie. Jak gdybym naprawdę była tak egoistyczna i mogła coś sobie zrobić. Składano mi nieszczere kondolencje, z wrednym uśmiechem czającym się w kącikach ust. Samo ich spojrzenie mówiło mi, że mam to, na co sobie zasłużyłam. To, czego chciałam. Rozśmieszali mnie wtedy. Drwiłam z nich, ich udawanego smutku. Momentami oświecenia, podczas których naprawdę starałam się wypłynąć nad powierzchnię bagna, w którym zaczęłam się nurzać, były momenty z Simonem. Starałam się dla niego. Pomagałam oswoić mu się ze stratą używając pięknych, wyniosłych słów, jednocześnie dławiąc się podczas ich wypowiadania. Nie potrafiłam w nie uwierzyć. Oswojenie z nową sytuacją przyszło mu łatwiej, ponieważ zyskał rodzinę. Widziałam i czułam, że jest szczęśliwszy, bo otoczon nowymi ciociami i wujkami. Najbardziej jednak cieszył się ze spotkań z Severusem.

Widziałam jak na niego patrzył. Jak obserwował zachowanie swojego prawdziwego taty. Śledził wzrokiem najmniejsze kroki. I porównywał.

Wytłumaczyłam mu, że życie czasami układa się bardzo dziwnie. Że chociaż dwoje ludzi mocno się kocha, nie zawsze jest im dane być razem. Że właśnie tak było w naszym przypadku. Mamusi i Tatusia. Że nie zmienia to jednak faktu, iż Severus bardzo go kocha. I nigdy nie chciał go zostawić. Zrozumiał. Zrozumiał jak zawsze. Bardzo mądry trzylatek.

Jednak ja nie byłam w stanie wszystkiego wytrzymać. Powoli w serce zakradała się nienawiść i obezwładniła mnie całą.

 

– Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze, Draco? – Pochylam się nad stolikiem i wyciągam spod szklanego blatu butelkę Ognistej Whiskey. Uzupełniam trzymaną w dłoni szklankę i wlewam jej zawartość do gardła, co do ostatniej kropli.

– Co ty wyprawiasz? – Mężczyzna krzywi się, powstrzymując odruch wymiotny.

– Nie rozumiem cię. Nie pijesz, ale alkoholu u ciebie pod dostatkiem. – Rozglądam się po komnatach nauczycielskich mojego przyjaciela i mam ochotę się roześmiać na widok niczego. Gołe ściany, dwie kanapy, kominek i stolik z alkoholem upchniętym pod spód, barek z butelkami różnych trunków, trzy wiszące półki na których poustawiał miniatury najróżniejszych alkoholi i wreszcie zwykła drewniana szafka bez drzwi. I w niej to samo. Prycham.

– Nic nie wyprawiam. Piję. Więc wiesz co jest najgorsze? – Uzupełniam puste naczynie, odstawiam butelkę na miejsce i siadam na kanapie zakładając nogę na nogę. Mrużę oczy, gdy patrzę w skupieniu na przyjaciela, mając nadzieję, że mi odpowie. On jednak nic, jedynie odwzajemnia spojrzenie. Wzdycham.

– Najgorsze jest to, że nienawidzę tego miejsca. A wcześniej je kochałam, sam wiesz. Było moim domem, teraz jest tylko więzieniem.

– Dajże już spokój! Co ty mówisz?

 

Nie odpowiadam, upijam łyk alkoholu i po chwili ciszy celuję w przyjaciela palcem wskazującym, jednocześnie pilnie strzegąc szklanki trzymanej w dłoni.

 

– Najgorsze… najgorsze jest to, że zaczynam was nienawidzić, Draco. Mam ochotę wydłubać sobie oczy, byleby na was nie patrzeć. Przebić bębenki w uszach, byleby nie słyszeć waszego jazgotu. Skamlecie jak zranione zwierzęta, chociaż ta sytuacja gówno was dotyczy. – Szybki łyk i ciepło rozgrzewa przełyk.

– Wiem, że nie jesteś sobą i przechodzisz przez trudny okres. Ale takie podejście niczego nie ułatwia. Ranisz nas, Hermiono. Ja to wytrzymam. Wierzę w ciebie. Ale Ginny? Nie uważasz, że za dużo już wycierpiała? Pani Weasley? Minerwa? Nawet Severus? Czym sobie zasłużyliśmy na twoją pogardę? Tym, że jesteśmy przy tobie? Że chcemy ci pomóc? Że dbamy o twojego syna?

– Zamknij się!

– Ach, tu cię mam! Ty możesz nas mieszać z błotem i wyzywać od najgorszych, ale tobie prawdy powiedzieć nie można? No co? Zaniedbujesz go i dobrze o tym wiesz! Powiesz mi gdzie jest Simon? No mów! – Zrywa się z drugiej kanapy i podchodzi do mnie. – Ciężko, prawda? Ciężko odpowiedzieć, kiedy się nie ma o tym pierdolonego pojęcia!

 

Prycham, drwiąco kręcąc głową. Po chwili ciszy mężczyzna wraca na swoje miejsce. Patrzę na niego, zaglądam w piękne tęczówki i mówię:

 

– Nienawidzę tego, że choćbym nie wiem gdzie teraz poszła i tak wszędzie mnie znajdziecie.

 

Dopijam alkohol, odkładam szklankę na stolik i, nie patrząc na twarz człowieka siedzącego obok, wychodzę z jego komnat. Wbrew temu, co próbują mi wmówić jestem dobrą matką. I kocham mojego syna.

W chwilach takich jak ta, kiedy nie wiem gdzie jest Simon, strach próbuje ze mną wygrać, ale z nim walczę. Skutecznie. Wiem, że on gdzieś tu jest, że Hogwart w tej chwili jest dla niego najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Że nikt mu nie zrobi krzywdy. Ba. Wszyscy go kochają. W końcu jest synem samego Severusa Snape’a. Nikt już nie pamięta jak knuł i działał w szeregach Voldemorta. Teraz jest kimś. Bohaterem wojennym. Człowiekiem, któremu warto zaufać. Czarodzieje kłaniają mu się, dotykając nosem ziemi. Czarownice – nawet te zajęte, trzepoczą rzęsami w nadziei na romantyczną schadzkę. I śmieją się ze mnie. Wszystkie, co do jednej. Niby każdy wiedział o naszym małżeństwie. O tym, że byliśmy razem. Ale o moim życiu po wojnie, wie niewiele osób. Więc śmieją się, że ja… szlama – tak, to słowo i pogarda razem z nim idąca pozostają dalej w użyciu – naciągnęłam czarodzieja czystej krwi na dziecko. Bachora. Po wojnie mi się nie udało, więc wróciłam, bo nikt nas nie chciał. Zagryzam zęby z bólu i rzucam gniewne spojrzenie gdzieś przed siebie. Rozglądam się po błoniach i wybieram kierunek, który jeszcze przez chwilę zagwarantuje mi odrobinę prywatności.

Już z daleka dochodzą mnie ciche krzyki i, chociaż skręca mnie na myśl o wejściu między oddanych sobie ludzi, przyspieszam, by móc usłyszeć więcej.

 

– Severusie! Bądźże poważny!

– Minerwo, kobieto małej wiary!

– Ona ma rację, Snape! Simon jest jeszcze za mały! – Tak jak przeczuwałam mój syn w otoczeniu całego stada matek – kwok. Nieśmiało idę pomiędzy trybunami, unikając wejścia na sam środek boiska do Quidditcha.

– Fcale nie jestem mały! – Na dźwięk głosu Simona uśmiech sam wskakuje mi na usta, chociaż od przeszło miesiąca niewiele miałam okazji do okazywania radości.

– Oczywiście, że nie jesteś za mały, mój synu. Wujek Harry – nawet podczas wymawiania nie potrafi ukryć, jak ciężko jest mu nazywać wielkiego Pottera „wujkiem” – chciał po prostu powiedzieć, że polatamy bardzo nisko. Ale im więcej świeczek będziemy stawiać na twoim torcie, tym wyżej będziemy latać.

– Hm… – wychylam się zza trybun i z czułością zerkam na Simona stukającego małym, pulchnym paluszkiem o podbródek.

– Wiesz, jak będziesz troszkę większy niż teraz, będziesz mógł latać sam, a nie z ojcem. – Harry uśmiecha się chytrze, a Minerwa parska śmiechem. Wybawiciel rzuca Severusowi wyzwanie, na co ten wściekle mruży oczy. I znowu się uśmiecham. Drugi raz.

– Naprawdę, tatusiu? Będę mógł latać sam? Zupełnie sam? – Mały zapomniał o miotle, rzucił nią niedbale na ziemię i szybkim krokiem podchodzi do taty, łapie go za dłoń i wpatruje się w górę w czarne oczy. Próbuje wyczytać z nich prawdę. Jest tak podekscytowany, że drepcze w miejscu. Wzruszenie tego małego gestu zabiera mi tlen z płuc i już wiem, że nie mogę tam wejść. Nie mogę im przerwać. Nie mam do tego prawa.

Wycofuję się w miarę bezszelestnie, wycierając ścieżki łez z twarzy. On jednak, jakby na zawołanie, wyczuwa moją obecność. Wbija we mnie spojrzenie twardych jak stal, zmęczonych oczu. Oskarża mnie. Oskarża o to, że próbowałam mu to wszystko zabrać.

Wracam do brudnych, śmierdzących stęchlizną lochów i kładę się na łóżku. Zakopuję w pościeli. Chcę zniknąć. Przesypiam kolejne dwa miesiące.

 

***

– Wstawaj.

– Odejdź. Zostaw mnie.

– Wstawaj!

– Proszę, daj mi spokój.

– Wstawaj, do cholery! – Ściąga ze mnie kołdrę i rzuca nią o ścianę.

– Wykąp się, na Merlina, ogarnij, cokolwiek! Czekam w salonie. – Wychodzi, zręcznie omijając mnie wzrokiem.

– Nigdzie nie przyjdę. – Przekręcam się na drugi bok i na oślep szukam jakiegoś okrycia, wyciągając przed siebie dłoń.

– Nie mogę na ciebie patrzeć w takim stanie – wrzeszczy stojąc nade mną.

– Więc tego nie rób – odpowiadam zmęczonym głosem – idź sobie. I zostaw mnie w świętym spokoju.

 

Szybko spoglądam w jego twarz i od razu wiem, że jest wściekły. Bezradny też, ale jednak wściekły. Nie wie, co ma ze mną zrobić. Po chwili wahania, rzuca się w moją stronę i nie patrząc na krzyki i próby protestu, zarzuca mnie sobie na ramię i idzie do łazienki. Okładam jego plecy pięściami.

 

– Puść mnie! Puść mnie, świnio jedna, o co ci chodzi? Dobrze wiesz, że nie mogę się stąd wynieść! Już nigdzie nie mogę pójść, więc czego chcesz? Czego ty chcesz?

 

Opuszcza mnie delikatnie do wanny, odkręca wodę sprawdzając przy tym jej temperaturę, wiesza słuchawkę na ścianie tak, że woda moczy teraz nas oboje i łapie moją twarz pomiędzy swoimi wielkimi łapami.

 

– Proszę. Proszę, musisz z tym skończyć. Simon cię potrzebuje. Ja cię potrzebuję. Musimy go wychować na dobrego, życzliwego i pełnego empatii mężczyznę. – Kciukiem ściera łzy mieszające się z kroplami wody.

– Wiem, że gdzieś tam w środku jest ta Hermiona, którą pokochałem. Proszę cię, wróć. Wróć do nas.

 

 

 

6 komentarzy do “Rozdział 51. Upadek

  1. Weeee ^^ tak się cieszę z rozdziału :) było na co czekać, świetnie opisane wnętrze Hermiony. Tylko nie za dużo cukru jeśli wiesz o co mi chodzi ;) trzymam kciuki i poganiam wenę ^^ powodzenia!

    • Hej, ale wcale nie jest tak słodko :p tylko troszkę i więcej nie będzie:p Jakoś musiał ją wyciągnąć z tego pokoju ;)

  2. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    http://www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za autoreklamę, lecz nie znalazłam innej zakładki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>